Inicjatywy

Kalendarz

Lovemarks – jak stworzyć markę, która trwale podbije rynek

17-09-2012 - Warszawa
17 września 2012 r. pod hasłem: „Lovemarks –... »
30-05-2012 - Warszawa

Forum Współpracy 2012

29-05-2012 - Warszawa

Social Media Day w Warszawie

25-05-2012 - Warszawa

New Directions

25-05-2012 - cała Polska

Konkurs stażowy Young Bloods

Eventy

Travelery 2011 rozdane

26-04-2012
23 kwietnia br. w Muzuem Sportu i Turystyki w Warszawie zostały ogłoszone wyniki 6. edycji plebiscytu Travelery 2011, organizowanego przez miesięcznik "National Geographic Traveler". Grand Prix otrzymała Janina Ochojska. »

Pozostałe »

Zobacz także

  

Strona Główna › inBriefOpinie

Rynek reklamy telewizyjnej w Polsce

28-08-2008

Ryszard Kłosowski, producent telewizyjny i reżyser, pracował w filmie fabularnym i dokumentalnym, wykladowca w Szkole Mistrzów Reklamy, były Dyrektor Design Direct Gruppa66Ogilvy i były Head of TV Dept. w agencji reklamowej  D'Arcy.

 

Ponad 95 proc. całego rynku producenckiego w Polsce przypada 6-8 domom produkcyjnym. Pozostałymi pięcioma procentami żywi się około 40 mniejszych i całkiem małych firm produkcyjnych. Nowej firmie jest ciężko wejść w skomplikowaną sieć powiązań i zależności pomiędzy głównymi graczami: agencją reklamową, klientem i innymi domami produkcyjnymi, które wcześniej pracowały dla danego klienta. Można spędzić lata na robieniu setek kosztorysów i niczego nie wyprodukować. Można też produkować reklamy telewizyjne na zasadzie „jutro mamy zdjęcia – jeszcze nie wiemy jakie, ale przygotujcie kamerę i pięciu aktorów... o kosztach pogadamy później".
 
Sam proces produkcji przypomina czasem grę w gorącego kartofla, właśnie wyciągniętego z ogniska. Każdy ma na niego chęć, ale rzuca go partnerowi, bo kartofel jest za gorący. Agencja w piatek o 17 wrzuca brief na nowy film do domów produkcyjnych, z którymi na pewno nie będzie pracować, ale które mogą zrobić kosztorysy... na poniedziałek rzecz jasna. Za darmo, za samą szansę „udziału w przetargu", który jest już dawno rozstrzygnięty... Miałem przyjemność wyprodukować w swojej 12-letniej karierze reklamowej ponad 200 filmów reklamowych. Najkrótsza produkcja 30-sekundowego spotu zajęła mi 48 godzin. Najdłuższa 4 miesiące.
 
Poziom polskiej produkcji reklamowej jest, moim zdaniem, bardzo dobry, szczególnie jeśli chodzi o domy produkcyjne. Można je porównać do mercedesów, do których się leje kiepskie paliwo w postaci nieudolnych scenariuszy. Potem zarzyna się takiego mercedesa niemiłosiernie wciskając pedał gazu... a on prycha i rzęzi, bo o jakości filmu decyduje scenariusz, a nie supernowoczesna kamera.
 
Polacy uwielbiają zmieniać i modyfikować wszelkie reguły i bez przerwy improwizować. W latach 90-tych cały polski przemysł reklamowy był jak gąbka – uczył się i chłonął – głównie sprawdzone anglosaskie wzory. Mówiły one na przykład, że domy produkcyjne nie zajmują się postprodukcją, a postprodukcyjne nie produkują. Że klient nie kontaktuje się z domem produkcyjnym ponad głową agencji reklamowej, a agencja z kolei ogłasza prawdziwy przetarg na produkcję fimu. Że przedpłata na produkcję filmu reklamowego trafia do domu produkcyjnego przed zdjeciami, a nie 3 miesiące po emisji filmu w stacji telewizyjnej itp.
 
Tymczasem klienci sami czesto kontaktują się z domami produkcyjnymi, bez udziału agencji reklamowej. Agencje z kolei zakładają własne domy produkcyjne. Filmy sa produkowane często bez żadnej zaliczki od klienta. Zdarzyło mi się produkować film za granicą, który był w 100 proc. finansowany przez dom produkcyjny. Natomiast w Polsce przetargi na produkcję są czesto zamknięte dla firm z zewnątrz i ograniczone do 3 wybranych podmiotów, z którymi klient albo agencja reklamowa ma podpisaną umowę o stałej współpracy...
 
Antidotum na quasi-monopole i oligople jest technika telewizyjno-filmowa, która wymusza ekonomiczne zachowania i powoduje stały, zauważalny wzrost możliwości oferowanych na rynku. Przykład? Superszybkie kamery cyfrowe pozwalające filmować z szybkością kilkuset tysięcy klatek na sekundę całkowicie wyparły z rynku klasyczne kamery na taśme filmową. Zdjęcia wolno spadających owoców i zwolnione ujęcia biegnacych ludzi można zrealizować za 20 proc. kwoty, którą musielibyśmy zapłacić jeszcze 3-4 lata temu. Kolejna rewolucja w postaci cyfrowych kamer filmowych RED już nadchodzi. Więc może nie jest aż tak źle...
« wstecz

Ideo
Realizacja Ideo
CMS Powered by Edito

Copyright © 2008 AdPress Wydawnictwo Reklamowe Sp. z o.o. All rights reserved.

 

Partnerzy:         Doradca prawny:
FireFly Creation   Corbis.pl