wp - grudzien 2016

O kawie przy kawie (cz. II)

O kawie przy kawie (cz. II)

Magazyn / Inspiracje

Czy w Polsce założenie palarni kawy jest biznesem opłacalnym? Jak wygląda promocja i dystrybucja tak niszowego produktu jak kawa speciality? Na pytania odpowiada Małgorzata Bartelak, współwłaścicielka palarni kawy Coffee Proficiency, w której poza paleniem kawy zajmuje się m.in. programami szkoleniowymi.

-

Państwa relacje handlowe polegają na direct trade, czyli bezpośredniości. Proszę opowiedzieć, dlaczego jest to ważne dla biznesu, jakim jest kawa?

Są to relacje jak najbardziej bezpośrednie, czyli z pominięciem wszelkich brokerów, sprzedawców czy odsprzedawców. Ma to szereg zalet. Pierwsza, najbardziej oczywista – ekonomiczna. Każdy z wymienionych pośredników chce zarobić. Przyglądając się temu procesowi, stwierdzamy, że zarabiają oni najwięcej. Omijając ich usługi, jesteśmy w stanie zaoferować naszym klientom kawę w naprawdę atrakcyjnej cenie. Druga rzecz to jakość. U plantatora w pierwszej kolejności sprzedaje się ta najlepsza kawa. To znaczy, że, jeżeli pojadę np. do Gwatemali w momencie zbiorów, to podczas cuppingu jestem w stanie wybrać dla siebie najlepszą kawę, podobnie jak inni dobrzy sprzedawcy na całym świecie. Kawa, która zostanie, trafia zaś do brokerów. Podsumowując kwestię direct trade – wybieramy kawy z pełnej oferty bezpośrednio u plantatora, dzięki czemu sprzedajemy je również w korzystnej cenie.

 

Skąd chęć założenia w Polsce palarni kawy?

W branży gastronomicznej, wspólnie z moim mężem Filipem Bartelakiem, działamy już od dawna. Filip był odpowiedzialny w swojej rodzinnej firmie za otwieranie nowych punktów sprzedaży – były to cukiernie, które oferowały również kawę, nie była ona jednak produktem wiodącym. Sprzedawaliśmy wtedy Illy, która w tamtym czasie była faktycznie topowa. Zaczęliśmy przyglądać się jednak temu rynkowi i zauważyliśmy, że kawa nie musi smakować tak, jak pijało się ją w naszym kraju – po włosku. Postanowiliśmy, że chcemy mieć jeszcze lepszą kawę, lecz wtedy na rynku nie było rzemieślniczych palarni, które dałyby nam produkt, na którym nam zależało. W związku z tym jedyną drogą było założenie takiego biznesu samodzielnie. Kupiliśmy najlepszy piec, jaki znaliśmy i udaliśmy się do Hamburga na szkolenia. W tym momencie wracamy do Niemiec, ale już po to, aby chwalić się swoją kawą – stawiamy ją na stole cuppingowym z wielką dumą, a nasza kawa często na tych cuppingach wygrywa.

Kawa speciality to kawa najwyższej jakości, która rośnie w idealnym klimacie i pozbawiona jest również praktycznie naturalnych defektów. Jest zatem produktem wyjątkowym, niszowym. Jak prezentuje się rynek tego luksusowego produktu na rynku polskim i światowym?

Cały segment speciality w Polsce jest dziś bardzo trudny i ryzykowny. Z drugiej strony, jest to doskonały moment na tego typu biznesy, ponieważ właśnie ten segment rozwija się najprężniej. Gdy przyglądamy się temu, co dzieje się z rynkiem kawy w Polsce, to jej spożycie rośnie. Dodatkowo rynek przechyla się na szalę jakości i w tę stronę będzie dążył. Rynki niszowe mają swoje zalety. Tu ta konkurencja nie jest tak agresywna, mamy zdefiniowanych klientów, przez co zupełnie inny tryb pracy. Klienci coraz częściej uczą się także jakości i niedługo nie będą chcieli niczego innego. Dlatego dobrze jest być w tym momencie właśnie w takiej kawowej niszy, bo to ona najszybciej się rozwija. Jeżeli przyjrzymy się naszym najbliższym sąsiadom, to oni piją tej kawy kilkakrotnie więcej. To jest informacja dla nas, że za kilka lat również u nas ten czarny napój będzie pity częściej i chętniej. Ponadto, patrząc na kawę z perspektywy artykułu handlowego, należy dodać, że jest to drugi po ropie naftowej produkt, który jest tematem zainteresowania spekulantów giełdowych, a oni nie inwestują w coś, w co nie warto inwestować. Ludzie zawsze będą pili kawę.

 

Czy w związku ze wspomnianą niszą, promocja oraz dystrybucja takiego produktu jest utrudniona?

Owszem, to trudne zadanie, ponieważ zrezygnowaliśmy ze standardowych kanałów promocyjnych stosowanych przez dużych producentów. Robimy to jednak świadomie – nie chcemy stawiać siebie na jednej półce z wielkimi markami, ponieważ jesteśmy zupełnie inni. Dlatego też inaczej wygląda nasz przekaz – nie jest masowy i reklamowy. Jest to przekaz edukacyjny, który przy okazji uświadamia naszym klientom, że jesteśmy ekspertami, którym można zaufać. My musimy udowadniać swoją jakość i wiedzę. Jeśli nam się to uda, reszta przekazu marketingowego tworzy się samoistnie – wtedy to klient szuka nas i naszego produktu. Jest to dla nas jedyna droga, jeżeli wybraliśmy już produkt jakościowy.

::

Artykuł pojawił się w 2015 roku, w majowym wydaniu magazynu BRIEF, w ramach cyklu "Jak zarobić na..."

Przeczytaj pierwszą część rozmów o kawie

 

Zobacz inne polecane artykuły

Nie tylko Allegro i H&M. Zobaczcie nasz subiektywny wybór najlepszych reklam na święta 2016

Brief.pl / Inspiracje

Nie tylko Allegro i H&M. Zobaczcie nasz subiektywny wybór najlepszych reklam na święta 2016
Nie tylko Allegro i H&M. Zobaczcie nasz subiektywny wybór najlepszych reklam na święta 2016

Wzruszają, bawią i wprowadzają nas w świąteczną atmosferę. Marki, przygotowując swoje przedświąteczne kampanie, prześcigają się w pomysłach na oryginalne, ale utrzymane w grudniowym klimacie kampanie. Postanowiliśmy sprawdzić, które z nich w tym roku najlepiej poradziły sobie z tym zadaniem.

Wielcy nieznani: Martin Cooper, twórca telefonu komórkowego

Magazyn / Ludzie

Wielcy nieznani: Martin Cooper, twórca telefonu komórkowego
Wielcy nieznani: Martin Cooper, twórca telefonu komórkowego

Zgodnie z najnowszym raportem „Mobile Economy 2015”, stworzonym przez organizację GSMA, pod koniec 2014 r. ponad 3,6 mld ludzi na świecie miało wykupioną minimum jedną subskrypcję mobilną. To oznacza, że więcej niż połowa populacji ziemskiej właściwie w każdej chwili, niezależnie od miejsca, w którym się znajduje, i bez żadnego wysiłku może skontaktować się z drugą osobą. Wykonując telefon czy wysyłając wiadomość tekstową za pomocą urządzenia mobilnego, rzadko kiedy zastanawiamy się jednak nad tym, kto sprawił, że czynności te są dziś nie tylko możliwe, ale również tak powszechne, że tracą na swojej wyjątkowości. Martin Cooper, wynalazca telefonu komórkowego, jest dla wielu kolejnym „wielkim nieznanym”.