LeadBullet podbija Wschód

LeadBullet podbija Wschód

Brief.pl / Ludzie

Z Własem Chorowcem rozmawialiśmy o wyzwaniach jakie stoją przed przedsiębiorcami, którzy chcą działać w Rosji i na Ukrainie oraz o przyszłości content marketingu (marketingu treści).

-

Od czego swoją przygodę z branżą zaczął Włas Chorowiec?

Moje początki były związane z reklamą internetową, z pozycjonowaniem. W 2003 roku jako jedna z pierwszych osób w Polsce miałem działalność i świadczyłem usługi związane z SEO. W 2007 roku zainteresowały mnie tematy społecznościowe, głównie dlatego, że to była spora nisza i jednocześnie wschodzący trend. Stworzyłem kilka serwisów, na przykład pierwszy serwis genealogiczny do budowania drzew rodzinnych. Później przyszedł czas na pierwszy polski portal związany z geolokalizacją. Te projekty zostały wykupione przez Gadu-Gadu w 2008 roku. Choć studiowałem wtedy na UW, zrezygnowałem z tego i zająłem się startupami. W firmie Gadu-Gadu pracowałem ok. 3 lat i tam poznałem realia pracy w korporacji. Dzięki temu zdobyłem dużo doświadczenia jeśli chodzi o zarządzanie projektami. Odszedłem z przedsiębiorstwa w 2010 roku i założyłem LeadBullet, wracając do korzeni reklamowych.

 

Skąd pomysł na firmę taką jak LeadBullet? Co sprawiło, że projekt został zrealizowany?

Od początku współpracowałem z Mariuszem Gilem, obecnym CTO firmy. On jest odpowiedzialny za część programistyczną, ja za produkt i sprzedaż. Wspólnie intensywnie obserwowaliśmy trendy za granicą, zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie. Tak pojawił się pomysł na „NextClick.pl” - system do behawioralnego sugerowania treści. Zrozumieliśmy, że potencjał leży we wszystkich wydawcach treści w Polsce - muzycznych, obrazkowych czy tekstowych.

Zaczynaliśmy we dwójkę od biura w mieszkaniu przy ulicy Koszykowej.

Po roku działalności, jako LeadBullet, kiedy nasze przychody sięgnęły miliona złotych wiedzieliśmy, że aby przyspieszyć rozwój, potrzebujemy finansowania zewnętrznego. Pozyskaliśmy inwestora, Marka Falentę , właściciela wielu polskich spółek, m.in. Hawe SA. Pan Falenta uwierzył w to, co robimy, zaufał w potencjał modelu LeadBullet. Moje podejście jest bardzo oszczędnościowe - jeśli można ograniczyć koszty, to należy to robić, niezależnie od wysokości przychodów i zysków. Panowanie nad kosztami to zresztą pierwsza zasada udanego startupu.

 

Otwieranie biznesu na rynkach wschodnich, takich jak Rosja czy Ukraina, nie jest w Polsce popularne. Dlaczego? Co zrobić, by wejść na rynek rosyjski czy ukraiński?

Polacy znacznie częściej zwracają się w stronę Zachodu, przynajmniej w przypadku firm internetowych. Jako pierwszą przyczynę takiego stanu rzeczy wskazać możemy względy historyczne. Polacy nie mają zbytnio pozytywnego podejścia do Rosjan. Do tego dochodzą obawy o specyfikę rynku, który bywa nieprzewidywalny. Często zdarza się, że inwestycje kończą się utratą pieniędzy z różnych, osobliwych powodów. Z tego względu, my jako spółka zainteresowana wejściem na tamtem rynek, postępujemy zgodnie z określonymi zasadami. Przede wszystkim warto zadbać o to, by mieć własnych native speakerów - ludzi zaufanych, mieszkających i posiadających kontakty w danym kraju, którzy wiedzą jak porozumiewać się ze swoimi rodakami. Ja jestem Rosjaninem z pochodzenia, więc jest mi łatwiej. Drugim ważnym czynnikiem jest aspekt finansowy. Wchodzenie na rynki rosyjskie samemu, inwestując w filię firmy własne pieniądze, to ogromne ryzyko. Znacznie lepiej jest znaleźć wiarygodnego lokalnego partnera na miejscu, który będzie finansował przedsięwzięcie, jednocześnie mając udziały w firmie. Dzięki temu jedyne, co możemy stracić w razie niepowodzenia, to czas.

 

A co z korupcją na wschodzie?

W Polsce zakładanie działalności gospodarczej trwa dwie godziny - w Rosji nie ma mowy o tym, żeby ją założyć bez zapłacenia odpowiednim ludziom. Takie są niestety realia i dlatego lokalni partnerzy są tak potrzebni. Bez wsparcia na miejscu ciężko jest cokolwiek zdziałać. Warto dodać, że w Rosji jest naprawdę olbrzymia liczba osób z pieniędzmi, szukających ciekawych pomysłów z Zachodu. Dlatego warto próbować. Co więcej, Rosjanie mają ogromy szacunek do Polaków. Polska traktowana jest jak Zachód. Polsko-rosyjskie relacje mogłyby wyglądać zupełnie inaczej - niestety, Polacy są bardzo sceptycznie nastawieni. Na skutek tego Rosjanie również nie chcą inwestować w polski rynek, co powoduje, że rocznie tracimy setki milionów złotych.

 

Jakie są Wasze plany rozwoju na najbliższy rok na rynku rosyjskim i ukraińskim?

Rok 2014 będzie etapem budowania zespołu, budowania relacji na rynku rosyjskim oraz aktywnego pozyskiwania wydawców i reklamodawców dla Nextclick.pl. Naszym celem jest stworzenie stabilnej struktury, mocnych fundamentów, w oparciu o które będziemy mogli przejść do monetyzacji w 2015 roku.

 

Jakie są różnice pomiędzy wydawcami w Polsce i w Rosji?

Po wielu spotkaniach z wydawcami w Rosji dochodzę do wniosku, że wszyscy wydawcy mają te same problemy i potrzeby, niezależnie od kraju. Zależy im na tym, by osiągać możliwie najwyższe parametry związane chociażby z liczbą odsłon czy unikalnymi użytkownikami. Martwi ich również monetyzacja.

Nie ma jednak wątpliwości, że rynki wydawnicze znacznie różnią się od siebie. Zdarza się, że serwisy biznesowe mają miliardy odsłon miesięcznie. Rynek rosyjski, jeśli chodzi o same serwisy treściowe, jest znacznie większy niż polski.

 

Czy zamierzacie działać w Turcji?

Tak, Turcja to nasz kolejny krok. Mamy tam potencjalnych partnerów, z którymi chcemy podjąć współpracę, jednak na razie koncentrujemy się na rynkach rosyjskojęzycznych. Nie chcemy się rozdrabniać, być wszędzie, a jednocześnie nigdzie. Gdy tylko ustabilizujemy sytuację w Rosji i na Ukrainie, zwrócimy się w stronę Turcji.

 

Czy w Polsce będzie można zarabiać na marketingu treści?

To przecież już ma miejsce, a branża dopiero się rozwija. Ja widzę tu szanse zarobku zarówno dla wydawców, agencji reklamowych jak i pośredników między tymi dwoma stronami. Dzisiaj głównym zmartwieniem w content marketingu jest brak zasobów, które można przeznaczyć na tego typu działania . Moim zdaniem te założenia są nieuzasadnione. Budżety, które duże firmy przeznaczają na display i reklamę zasięgową są znacznie większe od tych, które potrzebne są na realizację konkretnej kampanii content marketingowej. Dziś dobrą kampanię tego typu można zrealizować za kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, co dla dużych firm nie jest wyzwaniem. Często przeszkodą jest brak świadomości efektywności tego typu działań. Klienci muszą się nauczyć, że treści wpływają na intencję zakupowe, odbiór i na wizerunek marek. Moim zdaniem to nie "content is king", ale "user is king", a użytkownicy podejmują decyzje na podstawie treści, które znajdują. Ponad 60 proc. użytkowników ufa treściom redakcyjnym i z tego względu content marketing jest w niektórych branżach, np. farmaceutycznej, wręcz niezbędny.

::

Z naszym rozmówcą będziecie mogli się spotkać i porozmawiać już 3 czerwca na konferencji organizowanej przez magazyn "Brief".

Włas Chorowiec weźmie udział w debacie na temat content marketingu. Zapraszamy!

Szczegóły konferencji -> kliknij

Rejestracja -> kliknij

Zobacz inne polecane artykuły

Nie tylko Allegro i H&M. Zobaczcie nasz subiektywny wybór najlepszych reklam na święta 2016

Brief.pl / Inspiracje

Nie tylko Allegro i H&M. Zobaczcie nasz subiektywny wybór najlepszych reklam na święta 2016
Nie tylko Allegro i H&M. Zobaczcie nasz subiektywny wybór najlepszych reklam na święta 2016

Wzruszają, bawią i wprowadzają nas w świąteczną atmosferę. Marki, przygotowując swoje przedświąteczne kampanie, prześcigają się w pomysłach na oryginalne, ale utrzymane w grudniowym klimacie kampanie. Postanowiliśmy sprawdzić, które z nich w tym roku najlepiej poradziły sobie z tym zadaniem.

Warszawski car sharing dla osób prywatnych

Brief.pl / Aktualności

Warszawski car sharing dla osób prywatnych
Warszawski car sharing dla osób prywatnych

4Mobility, po uruchomieniu usługi car sharingu, czyli auta na minuty dla klientów biznesowych, rozszerza swoją ofertę na użytkowników prywatnych, a tym samym sprawia, że Warszawa dołącza do grona miast z car sharingiem dostępnym dla każdego. Od teraz osoby zainteresowane skorzystaniem z usługi mogą w prosty sposób zarezerwować wybrany pojazd. Samochód można odebrać w jednej z 20 baz na terenie miasta, otwierając go smartfonem.